14.08-22.08.2021

Sewilla powitała nas słońcem (spodziewane) i afrykańskim upałem dochodzącym do 46 stopni Celsjusza w cieniu (niespodziewane).

Odebraliśmy zarezerwowane samochody i ruszyliśmy w drogę do Granady. Niestety po 20 minutach w naszym mercedesie zaczął mrugać czujnik spadku ciśnienia w oponie. Zjechaliśmy na pierwszym zjeździe z autostrady, zatrzymaliśmy się przy jakimś hostelu i okazało się, że mamy zamiast opony naleśnik. Pół godziny wcześniej wykupiliśmy dodatkowe ubezpieczenie znoszące wkład własny przy uszkodzeniach auta oraz dające nam darmowy assistance ufff. Przydało się. Sprawnie dodzwoniłam się na numer alarmowy i w 25 min dojechała do nas laweta. Tu nastąpił koniec sukcesów. Mieliśmy wrócić na lotnisko po nowe auto, jednak nie mogliśmy dodzwonić się do nich w celu potwierdzenia ustaleń. Po bezowocnych trzech godzinach w nieziemskim upale zdecydowaliśmy wynająć taksówkę i mimo to wrócić.

Po drobnych perturbacjach w wypożyczalni dostaliśmy nowy samochód i zapewnienie zwrotu 130 euro za taksówkę. Rozpoczęliśmy podróż na nowo i tym razem bez przeszkód około 22 dotarliśmy do apartamentu w Grenadzie. Wcześniej odebrali go Lenkie, których wrotki dotarły bez przeszkód (tak nazwaliśmy ich Fiata 500).

Następnego dnia, o 8.30 mieliśmy zarezerwowane wejście do pałaców Nasrydów w Alhambrze. To był świetny wybór godziny, po pierwsze przed tłumami turystów, które pojawiają się koło 11 a po drugie jeszcze przed upałem. Alhambrę zwiedzaliśmy do 13 i gdyby nie głód, pewnie jeszcze pobylibyśmy tam. Dochodząc wzdłuż murów do wejścia nic nie zwiastuje przepychu wnętrza tej ogromnej twierdzy. Pałace są przepiękne, bogato i misternie zdobione. Pełne harmonii łuki i przejścia zachwycają na każdym kroku. Ponadto, dzięki starannie zaprojektowanej zieleni, w patiach widoki są z okien komnat i przejść są jak obrazy. Zwiedzaniu towarzyszy wszechobecna, będąca w ciągłym ruchu woda sprowadzana z gór Sierra Nevada, która w tym spalonym słońcem rejonie jest towarem deficytowym i luksusowym. Dzięki niej dziedzińce i wnętrza fantastycznych ogrodów sprawiają wrażenie klimatyzowanych. Alhambra jest jednym z najwspanialszych zespołów pałacowych, jaki widziałam w życiu. Kika lat temu na Discovery oglądałam film o budowie Alhambry i zastosowanych w niej rozwiązaniach inżynieryjnych. Zapragnęłam ją zobaczyć i teraz mogę stwierdzić, że na żywo jest jeszcze wspanialsza i bardziej zachwycająca. Podobnie jak Hagia Sophia w Stambule, czy bazylika Św. Piotra w Watykanie jest jednym z cudów architektury, który koniecznie trzeba zobaczyć.

Następnego dnia pojechaliśmy do Malagi. Zanim jednak obraliśmy kierunek na wybrzeże pojechaliśmy do miasteczka Guadix- jednego z najstarszych miast Półwyspu Iberyjskiego, gdzie od ponad 3000 lat do dziś w jaskiniach mieszkają ludzie. Pojechaliśmy do „dzielnicy jaskiniowców” i zwiedziliśmy zamieszkałą jaskinię. Jest w niej chłodno i mieszka się całkiem przyjemnie. Ponadto w Guadix podziwialiśmy imponującą katedrę. Niestety trafiliśmy tam w porze sjesty, więc po  krótkimspacerze przez starówkę ruszyliśmy w dalszą drogę. Nie wybraliśmy najkrótszej, lecz krętą i niezwykle widokową drogę przez góry Sierra Nevada. Widoki zapierały dech w piersiach, spróbowaliśmy migdałów prosto z drzewa i w nieco niespodziewanej lokalizacji zjedliśmy smaczny obiad.

Późnym popołudniem dotarliśmy do morza. Część ekipy udała się na chwilę na plażę. Wieczorem dotarliśmy do Malagi, w której zatrzymaliśmy się na jedną noc. Rano, po śniadaniu i zakupach w hali targowej i pasażu handlowym, wypiliśmy kawkę i ruszyliśmy w dalszą drogę.

W planach mieliśmy jedno z białych miasteczek: Mijas Pueblo. Przeurocze. Spędziliśmy tam bardzo miłe przedpołudnie a wieczorem dojechaliśmy do Rondy, malowniczego miasta podzielonego głębokim wąwozem.

Po drodze, wśród gajów oliwnych zrobiliśmy mały postój i wypuściliśmy drona

Na następny dzień mieliśmy rezerwację do Caminito del Rey. Jest to niesamowita droga w stromym, wapiennym wąwozie w parku narodowym Desfiladero de los Gaitanes. Idzie się po ścieżkach podwieszonych nad przepaścią. Spacer z przewodnikiem był wspaniały. Nie tylko nasyciliśmy oczy spektakularnymi widokami, ale też dużo dowiedzieliśmy się o samej drodze, otaczającej nas przyrodzie oraz historii hydro-elektrowni, która została tu zbudowana na początku XX wieku. Szlak ma prawie 8 km a podwieszone platformy, którymi się wędruje znajdują się kilkadziesiąt metrów nad dnem wąwozu. Trasa dostarcza sporo adrenaliny ze względu na duże ekspozycje i osoby z lękiem wysokości mogą odczuwać na niej dyskomfort. Była to jedna z najpiękniejszych tras, jakie pokonałam w życiu.

Jadąc z Rondy do Sewilli, po namowie naszego ornitologa dyżurnego postanowiliśmy nadłożyć drogi i zajechać do rezerwatu Laguna de Fuente de Piedra, gdzie żyje największa w Hiszpanii populacja flamingów. Przejechaliśmy 100 km i…

…flamingi zdążyły odlecieć. W sierpniu zbiorniki wodne wysychają a flamingi odlatują tam, gdzie woda i pokarm. Wrócą po pierwszych obfitych deszczach, gdy laguna wypełni się wodą. nasze rozczarowanie zmniejszyła maleńka rodzinna knajpka w sąsiadującym miasteczku i przygotowane przez właścicielkę specjalnie dla nas rozmaite tapasy i zimne piwko. Tamże Wojtek spotkał jedynego tego dnia flaminga 😀

Ostatnim etapem naszej wycieczki była Sewilla- stolica Andaluzji. Miasto wielkiej urody z ogromem zabytków. Do spektakularnych należą pałac królewski Alkazar i największa na świecie gotycka katedra ze stumetrową wieżą La Giraldą (nazwa od obracającego się na wietrze brązowego odlewu kobiety usytuowanego na jej szczycie). Ciekawym miejscem jest Metropol Parasol- awangardowa budowla w kształcie grzybów, zaprojektowana przez niemieckiego architekta Jurgena Mayera a zbudowana w 2011 r., w samym sercu starego miasta na wielkim placu Plaza de la Encarnacion. Przyznam, że Parasol wyłonił się niespodziewanie i jego widok bardzo nas zaskoczył. Pod nim znajdują się kawiarnie i restauracje, przysiedliśmy więc tam na tradycyjną paellę podlaną spritz aperolem . Real Alkazar jest pięknym pałacem, ale przyznaję, że po zwiedzeniu Alhambry wydał nam się skromy (mimo pięknych i bardzo zadbanych ogrodów). Katedra jest faktycznie imponująca.

Na Sewilli zakończyliśmy nasz tygodniowy wypad do Andaluzji. Prawdopodobnie jeszcze tam wrócimy, bo wiele pozostało do zobaczenia. Następnym razem wybierzemy się wiosną lub jesienią, żeby uniknąć tych strasznych upałów. Podróż powrotna wymęczyła nas straszliwie. Lufthansa tak przekombinowala ze zmianami lotów, że utknęliśmy we Frankfurcie na ponad 5 godzin :/

Praktycznie:

Z uwagi na ogromną popularność wejście do Alhambry, Akazaru i Caminito del Rey należy zarezerwować nawet z dwu-trzymiesięcznym wyprzedzeniem.

Strony, gdzie rezerwuje się bilety:

Alhambra https://tickets.alhambra-patronato.es/en/home/inicio/

Caminito del Rey http://www.caminitodelrey.info

Alkazar https://www.alcazarsevilla.org/en/schedules-rates/

Samochody wypożyczyliśmy przez pośrednika www.rentalcars.pl. Odebraliśmy je w dniu przylotu i oddaliśmy w dniu powrotu do Sewilli. W Sewilli zarezerwowaliśmy apartament w zabytkowej dzielnicy Santa Clara i po mieście poruszaliśmy się pieszo, bo wszystkie miejsca, które zamierzaliśmy odwiedzić znajdowały się niedaleko naszego apartamentu.

Apartamenty i pokoje hotelowe rezerwowaliśmy tradycyjnie na www.aibnb.pl oraz www.booking.com.