16-17.07
Przyjechaliśmy do naszego wynajętego domu w Scottsdale. Śliczne miasteczko. Taka wielka i bardzo luksusowa sypialnia dla Phoenix. Dom ogromny ze sporym basenem i komfortowym, choć ciężkim wyposażeniem. Najważniejsze, że klima działała bez zarzutu. Cała nasza 14, bo nastąpiło tu połączenie grup, rozlokowała się po sypialniach, zrobiliśmy zakupy w pobliskim markecie (bardzo fajne delikatesy, nieco droższe od średniej stanowej ale za to oferujące lepsze produkty) i zasiedliśmy do wspólnej kolacji.

Następnego dnia przewidzieliśmy odpoczynek, relaks nad basenem i nadrabianie zaległości towarzyskich oraz prace gospodarskie typu pranie. Po południu Panie wybrały się na zakupy JBardzo ładne i tanie mają tam torebki, buty i takie tam 😀 Wreszcie mogliśmy też zobaczyć typowy, arizoński zachód słońca.
18.07
Od rana lał się z nieba żar a temperatura niepokojąco zbliżała się do 40 stopni. Po śniadanku i kawce ruszyliśmy zobaczyć centrum Phoenix.
Zaczęliśmy od Kapitolu stanu Arizona. Stary, który już stał się zbyt mały, jest udostępniony do zwiedzania (za darmo, mile widziany datek). Przed nim urządzony został bardzo atrakcyjny park pamięci. Wszechobecne posągi, obeliski, kamienie i rzeźby upamiętniają bohaterów Arizony oraz ważne dla stanu wydarzenia.
W obliczu sytuacji w Polsce i nagminnego łamania prawa przez rządzących oczywiście największe wrażenie zrobiły na nas cytaty z konstytucji i poprawek do niej, gwarantujące swobody obywatelskie. Oni są z tego niezwykle dumni, co czuje się na każdym kroku. Zazdrościmy im tego. L

Na parterze, po jednej stronie budynku jest wystawa poświęcona Phoenix Suns- klubowi koszykówki. Zaszokował nas ogrom buta Shaqille’a O’Neala 😀
Wizytę zakończyliśmy
niemym protestem:
Chodzenie po mieście w tym upale nie było pociągającą perspektywą, pojechaliśmy więc na lody i lunch a po tej chwili oddechu udaliśmy się na zaplanowaną wcześniej wizytę w pustynnym ogrodzie botanicznym.
Ogród przepiękny, wstęp nieco drogi, bo 30 $. Ale warto było. Nie będę go opisywać, bo zrobią to lepiej zamieszczone tu zdjęcia.
19.07
Dziś wycieczka nieco dalsza, bo aż pod granicę z Meksykiem do Organ Pipe National Monument, ponad 170 mil w jedną stronę. Ponieważ Białki zastrajkowali, Lenkie byli wczoraj, postanowliśmy wybrać się tam jednym autem, wszak nasz potwór był stworzony dla 8 osób (a my i Łaki to zaledwie 6). Droga do parku była prosta i bardzo dobra, mil więc całkiem sprawnie ubywało. Kaktusy były przepiękne a droga wytyczona od Visitor Center niezwykle malownicza. Głównie szutrowa, jednokierunkowa, na ostrzejszych podjazdach wyasfaltowana. Co chwilę zatrzymywaliśmy się na zdjęcia. Byliśmy też dwukrotnie kontrolowani przez straż graniczną. Kontrole są dość drobiazgowe, widać uszczelnianie granicy z Meksykiem jest traktowane w Arizonie niezwykle poważnie.
W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w Ajo w małej meksykańskiej knajpce na burito czy co tam kto jadł :). Było smacznie i bardzo lokalnie 🙂 No i taniusio 😀
Wieczorkiem kolacja i basen 🙂
Następny dzień to ostatnie zakupy i pakowanie. 
21 lipca
Rano, o 7:30 opuszczamy naszą komfortową przystań i z Deltą lecimy z Phoenix do Nowego Jorku. Suburban został w Phoenix. Będziemy tęsknić za tą megabryką. Odprawa on line przebiegła bardzo sprawnie, mają czytelną i łatwą w nawigowaniu stronę internetową. Delta okazała się całkiem fajnym przewoźnikiem z wygodnym, nowym samolotem. Punktualnie wylądowaliśmy w Nowym Yorku, który przywitał nas chłodem i deszczem- spora odmiana po arizońskich upałach.  Po chwili oczekiwania odebraliśmy bagaże i niestety okazało się, że UIA jeszcze nie były gotowe na ich nadanie. Musieliśmy więc czekać około godziny w terminalu, który był dość kiepski. Z powodu braku poczekalni rozsiedliśmy się na podłodze. Brak restauracji czy kawiarni, kilka maszyn z napojami. Słowem bida.
Po odprawie bagażowej, przeszliśmy kontrolę bezpieczeństwa, zjedliśmy kolację i doczekaliśmy wreszcie boardingu. Co to był za cyrk! Głośna czarnoskóra pracownica lotniska zaczęła dzielić pasażerów na grupy w zależności od zajmowanych rzędów. Przeganiała ludzi z prawej na lewą i z powrotem. Usiedliśmy w samolocie z około godzinnym opóźnieniem. Nie wiem jak pilot to zrobił, ale wylądowaliśmy w Kijowie o czasie. Pozostało nam czekać na połączenie do Warszawy (3 godziny). Wreszcie o 20:30 dotarliśmy na miejsce. 
Tym samym nasza wyprawa zakończyła się. Jeszcze tylko odebranie bagażu, ostatnie uściski i popędziliśmy do domu.
To były bardzo fajne wakacje.
Podsumowanie:
Przez 22 dni odbyliśmy 6 lotów, jedną podróż Megabusem, przejechaliśmy autem 5400 km, tu podziękowania dla naszego dzielnego kierowcy Kici. Odwiedziliśmy 8 stanów: New York, District of Columbia, Virginia, Nevada, Utah, New Mexico, Texas, Arizona.
Zwiedziliśmy 6 dużych miast : Nowy Jork, Waszyngton, Las Vegas, Santa Fe, Albuquerque, Phoenix i wiele małych. Spaliśmy w 3 domach i 7 hotelach. Koszt całości wraz z zakupami na osobę wyniósł około 11000 zł. Przetestowaliśmy ukraińskie linie lotnicze- całkiem spoko, przekonaliśmy się, że warto wybierać w nich premium economy. Sprawdziliśmy jak się podróżuje w Stanach autobusem- nie bardzo ;). Polubiliśmy motele La Quinta, wygrały zdecydowanie z naszym dotychczas preferowanym Super8 i z niektórymi Days Inn. Zachwyciły nas parki zarówno narodowe, jak i stanowe sztuk 9. Te trzy tygodnie spędziliśmy bardzo intensywnie. To była nasza czwarta wizyta w tym rejonie. Postanowiliśmy jeszcze odwiedzić Kanab i przejechać całą Cottonwood Road a także zobaczyć wreszcie White Pocket. Mamy też do przejechania White Rim Road w okolicach Moab i cały stan Colorado. Zatem jeszcze nas tam zobaczą 🙂 Poniżej film podsumowujący nasze przygody
W związku ze stosowanym przez nas kontynento-zmianem w przyszłym roku odwiedzimy prawdopodobnie Amerykę Południową, chyba żebyśmy nie odwiedzili 🙂