Las Vegas, jak zwykle powitało nas żarem lejącym się z nieba, 44°C. Udaliśmy się do wypożyczalni po zarezerwowane auta i zgrzyt. Nie mieli naszego samochodu, bo z okazji 4 lipca było oblężenie i rano powypożyczali ile się dało. Zgodziłam się na jedną dobę na SUVa niższej klasy (intermediate), pod warunkiem, że dnia następnego wymienią mi na większy. Załadowaliśmy walizy do Kia Sportage i udaliśmy się do najbardziej kiczowatego z hoteli- Luxora czyli piramidy pełnej egipskich posągów. Zabawne miejsce.
nie ma to jak selfi z egipskim kotem 🙂

Wieczorkiem standardowo spacer po Stripie do fontann przy Bellagio, drink na dobranoc i spać. Na dzień następny mieliśmy zaplanowane sporo mil i atrakcje po drodze.

prawie Singapur 😀
Pierwszą przygodą była wymiana auta. Okazało się, że nadal nie dysponują naszą klasą. Po dłuższej wymianie zdań wymusiliśmy na pracowniku, znalezienie zamiennego rozwiązaniu. Po ciągu nie kończących się konsultacji telefonicznych z managerem oraz pracownikiem zwrotów pojazdów zaproponowano nam Full Size Premium SUVa, oczywiście bez dopłat. Musieliśmy jedynie poczekać 45 min aż go przygotują. Zabijając czas oczekiwania zagraliśmy na wszechobecnych w Sin City automatach. Wygrałam 20 dolarów i auto było gotowe. Prawdziwy potwór- Chevrolet Suburban- ośmioosobowy, ogromny samochód z napędem na 4 koła i wysokim zawieszeniem. Zatem przez następne 17 dni będziemy się tarzać w luksusie :D.
Miejscem zbiórki z pozostałymi dwiema ekipami (Lenki w Toyocie RAV4 i Białki w Subaru Outbacku) był park stanowy Valley of Fire. Za każdym razem, gdy byliśmy w Vegas mieliśmy ochotę tam pojechać i za każdym razem zabrakło nam czasu. Teraz nadszedł właśnie ten moment.
Ja chciałam go zwiedzić w stylu amerykańskim, czyli przejeżdżając od punktu do punktu i robiąc zdjęcia praktycznie z krawężnika. Niestety chłopakom zachciało się na przejście kilku krótkich tras. Odmówiłam kategorycznie, było 45°C!
Poszli i przeżyli, zdjęcia wyszły bardzo ładne. To naprawdę przepiękny park.

Po opuszczeniu Valley of Fire postanowiliśmy przejechać przepiękną trasą nr 9, wiodącą przez Zion NP. Niestety było już ciemnawo i nie wyszły nam zdjęcia.

Do naszego zabawnego domu w Kanab dotarliśmy koło 23.00.